Dom Światów


(Prze)twory:

2011
maj
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
kwiecień
marzec
styczeń
2008
grudzień
kwiecień
marzec
luty
2007
wrzesień
sierpień
lipiec
kwiecień
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty


(O!)twory!:

Aleja Zasłużonych
Joanna Senyszyn
Teatr Cinema
Karawan Sztuki
Waldemar
Law Story
Sexi Sever

Inne Światy:
Chiara - dziki potencjał
Mironq - rozmowy bez krawata
Dr Brunet - człowiek renesansu
Grenelev - historia pewnego rozwodu
Koci Świat Wspaniały
NaSzkleMalowana - lekko, łatwo, przyjemnie... i treściwie
Skaf świat dzieci, świec, kolorowego żarcia i nie tylko...
Mirriel z Domu Węża
Fianna dźwięki miłości...
Zwaryjowany Świat Waryjatki

Zabytki:
GiGi zerwał z Blogiem jak znalazł kobietę. Teraz się ożenił, a Blog pozostał opuszczony
Tadziq zdolny poeta od dłuższego czasu cierpiący na twórczą niemoc
Jaśko Mein Fuhrer w stanie spoczynku

Strony:
Puzzle na wyścigi
Crypt Raider - włóż wiesz-co wiesz-gdzie :)
Wizaż takie babskie pierdoły
Enneagram mi wyszło 4w5, czyli jestem włóczęga... Ciekawy test.






NASZE (PO)TWORY:

by Absynthia

by Absynthia


by OlgaM


by Absynthia


by OlgaM

Poczucie winy


Prezent urodzinowy, który dostałam od OlgaM :)
Sztuka w trzech aktach,
pod tytułem Poczucie winy
Fanfic na podstawie fanfica :)



(nowo)twór z dnia 2011-05-25 20:15:59
enjoy...

Oto Słowo Szefa:
I rzekł Dyrektor: "Idźcie i rozmnażajcie się, albowiem bliski jest kres dobrobytu i trudne lata przed nami! Zaprawdę powiadam wam: niewielki nabór będzie do klas pierwszych i, coby nikogo nie skrzywdzić, zmuszon będę dać wam gołe etaty. Jeśli zaś część z was pójdzie na długie zwolnienia i urlopy, wszyscy przetrwają bez uszczerbku."
Oto Słowo Szefa!

A Kadra, wierna i zdyscyplinowana, jęła gorączkowo wypełniać polecenie służbowe :)

Tak oto słowo ciałem się staje.

Stan na dziś:
Jedna świeża mamuśka na macierzyńskim;
Trzy średniozaawansowane ciężarówki na zwolnieniach;
Trzy dobre nowiny przed zwolnieniami (z czego jedna niepotwierdzona).
Ogółem szczęśliwa siódemka :)

Niedługo nie będzie komu pracować :)

Kobiety pracujące nigdzie nie mają tak dobrze jak w szkole... W specjalnej zaś mają najlepiej, bo nikt krzywo nie patrzy na zwolnienia z powodu ciąży - jest to logiczne i normalne.



Ja skończyłam, teraz ty skomentuj (1)
(nowo)twór z dnia 2011-03-11 23:33:41
enjoy...

And The Darvin Prise Goes To...
Nie tak dawno temu zdarzyła się wielka tragedia - powiesił się licealista. W tym roku miał zdawać maturę, był przystojnym, zdolnym i lubianym młodym człowiekiem, zaangażowanym w promocję szkoły i poniekąd życie kulturalne Płocka - grał w zespole muzycznym i udzielał się w szkolnym kabarecie. Nie wiem co jeszcze robił, gdyż osobiście go nie znałam. Jego śmierć wstrząsnęła wieloma ludźmi, szczególnie, że nic tego nie zapowiadało. Był energiczny, uśmiechnięty, otwarty, w szkole szło mu dobrze, nie miał jakichś nałogów, z których nie potrafił się wyplątać, nie miał wrogów, był raczej zrównoważony psychicznie, na brak powodzenia u dziewczyn nie mógł narzekać, miał dziewczynę, która go bardzo kochała, chodzili za rączkę i wszystko było pięknie, aż tu nagle taka wieść... Nikt nie mógł w to uwierzyć. Wszyscy się zastanawiali dlaczego on to zrobił i to pytanie długo pozostawało bez sensownej odpowiedzi.

Żaden człowiek nie odbiera sobie życia bez powodu. Co więcej, jeśli już jakieś ma, to muszą być silniejsze od naturalnego instynktu samozachowawczego, a to nie lada wyzwanie i dlatego znając kogoś dobrze, lub chociażby obserwując, można ocenić, czy ta osoba jest potencjalnym samobójcą, czy nie, bo oni zawsze dają sygnały, tylko nie zawsze są one odpowiednio interpretowane. Głównie robią to po to, by zwrócić na siebie uwagę, by zrobić komuś na złość, by kogoś od siebie uwolnić, lub po prostu dlatego, że się boją. Dlaczego zatem chłopak się powiesił? NIC na to nie wskazywało...

Odbył się pogrzeb, w którym uczestniczyła cała szkoła, rodzina i duża grupa młodzieży z miasta. Dziewczyna psychicznie niemalże rozpadła się na kawałki... w szkole pojawiła się chyba dopiero z miesiąc po zdarzeniu. Dziś odbył się wspomnieniowy koncert i...

...Okazało się, że wiadomo dlaczego on to zrobił.

Otóż chodzi o to, że z jakichś powodów z tą dziewczyną to tak za dobrze wcale mu nie było, ale ona go szantażowała, że jak on ją zostawi, to ona sobie coś zrobi. Postanowił więc ją... hmmm... nastraszyć, czy coś? No postanowił, że zafunduje sobie PRÓBĘ samobójczą, by dać lasce do myślenia... tylko że ta próba, niestety, zakończyła się sukcesem...

Kiedyś, gdy czytałam o wyczynach laureatów Nagrody Darvina, niejednokrotnie pokładałam się ze śmiechu. Teraz, mając podobne zdarzenie niejako "na własnym podwórku", wcale mi do śmiechu nie jest... Raczej czuję takiego wkurwia, że gdyby gościu żył, to bym go chyba normalnie zabiła... i wiem, że o zmarłych dobrze, albo wcale... ale pomyślałam sobie o jego matce, bracie, przyjaciołach i tych wszystkich ludziach, którzy byli w szoku i pozostali nieutuleni w żalu... i po głowie z uporem maniaka tłucze mi się myśl, że to był głupi, niedojrzały gówniarz i nic więcej!

Słowo daję, wolałabym tego nie wiedzieć.

Zastanawiam się, jak się teraz czuje osoba, która wiedziała, że on ma zamiar tę próbę przeprowadzić...

Zastanawiam się, czy dziewczynie dało to do myślenia...

Zastanawiam się, czy to jeszcze jest samobójstwo, czy już nieszczęśliwy wypadek...

Zastanawiam się, dlaczego to miała być próba samobójstwa przez powieszenie... No do cholery, gdyby się nałykał prochów, albo pociął sobie nadgarstki... wydaje mi się, że tak właśnie robią ci, którzy chcą być uratowani. Ci, co naprawdę chcą sie zabić, a nie mają dostępu do broni palnej, wybierają stryczek, bo to szybka śmierć...


Opisałam to wszystko ku przestrodze.
Los bywa złośliwy...


Ja skończyłam, teraz ty skomentuj (1)
(nowo)twór z dnia 2011-02-02 22:58:39
enjoy...

Odświeżam szafę
A raczej jej zawartość.

A konkretnie to mam zamiar wy... a co tam... WYJEBAĆ na śmietnik większość tej zawartości.

HIP HIP - STO LAT!!!

Dawno należało tak uczynić, ale...

Niedawno zdarzył się taki dzień, kiedy wyszłam na miasto z zamiarem kupienia sobie czegoś nowego. Nie mogłam się zdecydować od czego zacząć, bo potrzebne mi wszystko, więc nie kupiłam nic. Moja garderoba to tragedia. Mam w szafie zbieraninę szmat po części jeszcze z liceum, po części takich, których ktoś inny dawno się pozbył i te moje żałosne próby obłowienia się tanim kosztem w ciuchowniach - kupowałam zwykle ze względu na materiał, z zamiarem zrobienia z tego czegoś ciekawego. Zamiar umarł, a trupy w szafie mają się dobrze, ale już niedługo...

Ja nie umiem sobie kupować ciuchów. Może gdybym miała nadmiar gotówki, to nie miałabym tych cholernych dylematów, które przeżywam w sklepach. Poza tym nienawidzę przymierzać... Kupowanie na oko jest bez sensu i tak to się kręci, ale...

Poniewczasie wpadłam na pomysł. Tak sobie pomyślałam, ze skoro byłam taka sprytna i kupiłam za niewielkie pieniądze pudło używanych ciuchów dla Artura, to może w ten sam sposób wynajdę coś dla siebie. No i znalazłam. Wygrałam aukcję na allegro. Teraz czekam na swoją paczkę. Niby też na oko, ale po pierwsze: mam powody przypuszczać, że jak ktoś nosi staniki w rozmiarze 75B i buty 38, to jest mniej więcej mojej postury. Po drugie: Kobietka zrobiła takie zdjęcia, że się nie muszę zastanawiać co z czym - po prostu mam gotowe zestawienia. A po trzecie, to komu się zdarzyło kupić jedenaście par zajebistych, prawie nowych butów i pięćdziesiąt cztery sztuki eleganckiej odzieży za niecałe cztery stówy łącznie z wysyłką? Gdyby coś nie pasowało, to też nie tragedia - zrobię foty, wrzucam na wizaż, albo gratyzchaty i wymieniam na inne - wreszcie mam co wymienić.

I w tej swojej szafie poukładam, bo do tej pory jakoś mi sie nie chciało :)


Ja skończyłam, teraz ty skomentuj (0)
(nowo)twór z dnia 2011-01-02 23:54:19
enjoy...

Najlepszy dowcip świata.
Uwaga...

AKUKU!

Serio, najlepszy. Krótki, konkretny i zawsze śmieszny, toteż się nie starzeje - przynajmniej mój syn tak uważa :) A kiedy on się śmieje, to ja też.

Dziś rano Młody wyszedł spod kołdry... po drodze zgubił gatki :) Znaczy, z nich też wyszedł, bo zostały pod kołdrą. Wczoraj znów, jak mu założyłam skarpetki, to pięć minut później musiałam mu je zdjąć, bo przestały spełniać swoją funkcję... miało mu być dzięki nim ciepło w nogi, ale on postanowił je zjeść i począł wcielać zamiar w życie :)

Mówi mama, baba i tata. Z tym że jeszcze nie wie co to znaczy... Jak mówil tylko mama i baba, to tata był niezadowolony i dał mu ultimatum: albo do sylwestra się nauczy, albo nie gadają... Synek się wyrobił w czasie i teraz ciągle tylko tata i tata - nawet do mnie :)

Lord go bujał dzisiaj, a nie trwało to długo. Wyszedł z sypialni i mówi:
- Uśpiłem go na dziką bułkę.
...
- Na co?- zdziwiłam się
- No jak go bujałem, to mówiłem "dzika-bułka-dzika-bułka-dzika-bułka..." I zasnął.
- Aha... wiesz, u mnie zasypia z reguły na "ła-ła-ła"...

...albo "le-le-le"...
...ewentualnie na "dydu-dydu"...
..."dzika bułka" w życiu by mi do głowy nie przyszła :)

_________________________
(Edit: 03-01-2011, g. 08:54)
A w ogóle to Lord gadał z tym gościem, którego w poprzedniej notce nazwałam debilem i z tego wynika, że to jedynie administrator jest debilem, bo tamten mu powiedział tylko o tym, że z Lordem gadali o soplach - że trzeba wejść na dach i je usunąć i że oni to zrobią... no i jeszcze o tym, że Lord chce zajrzeć w dokumenty wspólnoty. Administrator sobie wymyślił, że Lord działa przeciwko niemu, mimo że od początku naszego mieszkania tutaj Lord mu o tych papierach mówił, a konkretnie - zaproponował pomoc w doprowadzeniu tej wspólnoty do ładu, bo póki co, jest to obraz nędzy i rozpaczy, a administrator twierdzi, że nic nie może zrobić, bo mieszkańcy nie chcą współpracować. Prawda zaś jest taka, że administrator nie zna przepisów prawa, nie wie co mu wolno, a czego nie i generalnie uważa, że robi ludziom wielką łaskę, że tym administratorem w ogóle jest.
Pomyśl, człowieku, logicznie: Sople zwisające z dachu, to nie jest pierdolnik na strychu, którego z zewnątrz nie widać. Nikt nie musiał dzwonić na straż - wystarczy, że się kontrolnie przejechali i zobaczyli.
Co do Lorda: czasami bywam na niego wściekła, ale jak ktoś o nim źle mówi, to mnie krew zalewa...


Ja skończyłam, teraz ty skomentuj (0)
(nowo)twór z dnia 2010-12-23 23:31:06
enjoy...

Lśnienie
Późną wiosną tego roku, albo wczesnym latem, Lord ostatecznie zdenerwował się na jednego sąsiada, który wyrzucał śmieci przez okno.  Owe śmieci lądowały z reguły na trawniku pod naszym oknem. Sąsiad pozbywał się śmieci w taki sposób pod pretekstem dokarmiania okolicznych zwierzaków, bo to były głównie spożywcze resztki. Inne śmieci wynosił on, lub jego bliski kolega, do straszącej nieopodal ruinki. Robił tak, gdyż nie stać go było na załatwienie tego w sposób legalny - wszelkie środki finansowe spożytkował na zakup alkoholu podłej jakości.

Lord podburzony tym, że znowu znalazł na trawniku zdechłą kaszankę, poszedł szukać śmieciarza, a że go nie znalazł, to gadał z innymi sąsiadami, a gadać to on lubi... Odgrażał się, że jak spotka gnojka, to mu nogi połamie, a w dłoniach dzierżył metalową rurkę... bo akurat jak się zdenerwował, to coś tam robił, że ta rurka mu była potrzebna.

Kiedy go zobaczyłam z tą rurką, zawołałam do siebie i powiedziałam, żeby uważał co robi i co do kogo gada, bo ci tutaj to debile i teraz niechby ktoś dał śmieciarzowi w łeb, to zeznają, że właśnie Lord chodził z rurką i się odgrażał... Gdy to mówiłam, miałam wrażenie, że to ktoś mówi przeze mnie, bo tak mi to zgrabnie wyszło... w natchnieniu jakby...

Sprawa się uspokoiła, odeszła w niepamięć, na jesieni zaś umarł śmieciarz. Zachlał się.

Moje ówczesne przeczucie sprawdziło się wczoraj, na szczęście w sposób dużo mniej szkodliwy. Straż miejska czepnęła się administratora wspólnoty o sople zwisające z dachu. Jeden z tych debili powiedział mu, że to na pewno Lord to zgłosił, bo tak się złożyło, że wcześniej gadali o soplach... administrator to też debil, który prawo członków wspólnoty do wglądu w dokumenty owej wspólnoty, traktuje jako osobistą obrazę...

Z resztą to temat na oddzielną notkę, ale nic nie obiecuję...




Ja skończyłam, teraz ty skomentuj (1)
(nowo)twór z dnia 2010-12-18 00:57:30
enjoy...

Zmęczona jestem...
Jak to się dzieje, że gdy uczestniczę w zakrapianej imprezce, na której inni piją, a ja nie, to się potem czuję zmęczona na równi z innymi? A gdy słucham tych żywiołowych rozmów, przeważnie bardzo wartościowych... bo się niekiedy mówi bardzo ważne rzeczy, tylko co z tego zostanie na drugi dzień...? Poza tym, ja nie zdawałam sobie sprawy, jak trudno jest udźwignąć ich ciężar na trzeźwo...
Najgorsze jest to, że ja się jeszcze długo nie znieczulę... a może to jest właśnie najlepsze? A może już nigdy tego nie zrobię, bo już zawsze będę odpowiedzialna za bezpieczeństwo kogoś innego? A może powinnam trochę wrzucić na luz, bo już mam schizy...

...a schizy miewam koszmarne...

Kocham Artura w sposób niemożliwy do ogarnięcia, a moje poczucie bezpieczeństwa to jakaś fikcja i chociaż mam niejasne wrażenie, że przesadzam, że moje lęki są czasem irracjonalne, to jednak są... Już nie mogę oglądać niektórych horrorów, czytać większości wiadomości w necie, za nic na świecie nie zostanę w nocy sama w domu, odczuwam niepokój, gdy ktoś inny nosi moje dziecko, a czasami również wtedy, gdy sama to robię. Niekiedy wpada mi do głowy głupia myśl, która uruchamia lawinę wyobrażeń. Często nie mogę przez to spać, to znaczy... nie tylko przez to... również przez nieporozumienia, niedopowiedzenia, moje pretensje do ludzi i do losu o to, że ja zawsze muszę mieć pod górkę, że jestem niesamodzielna, nieporadna i tak naprawdę to nic ode mnie nie zależy...

...zmęczona jestem...


Ja skończyłam, teraz ty skomentuj (0)
(nowo)twór z dnia 2010-12-16 03:15:15
enjoy...

HALLny wiatr wieje
Jako czynny nayczyciel pracowała przez 4 lata dawno temu, jeszcze w poprzednim ustroju politycznym, a wówczas i młodzież i czasy były inne. Do szkoły chodziło się w fartuszku i z tarczą na rękawie... z resztą o ówczesnych realiach wiem niewiele, bo kiedy ta Osoba przestała uczyć, miałam trzy lata. Potem zajęła się twórczością i tak tworzy do dziś. Wygląda na to, że im dłużej tworzy, tym ciekawsze gnioty jej wychodzą.

Teraz wpadła na pomysł, by ze szkoły uczynić fabrykę w której się pracuje na akord. Ona, podobnie jak większość ludzi, którzy ze szkołą mają wspólnego tyle, że kiedyś do jakiejś chodzili, też uważa, iż nauczyciele mają za dużo wolnego, toteż chce skrócić urlopy. Poza tym ma zamiar uwolnić rząd od odpowiedzialności za nauczycielskie wynagrodzenia, którymi w myśl planowanej reformy mają zająć się samorządy terytorialne, a o czasie pracy ma decydować dyrektor. Cholernie jestem ciekawa jak to niby ma wyglądać... bo jeśli uczciwie płatna byłaby każda godzina spędzona w pracy, to być może Urząd Miasta by się w końcu wkurwił i zakazał co niektórym dyrektorom urządzania pracochłonnych szopek z byle okazji, a nauczyciele wreszcie zajęliby się tym, na czym ich praca rzeczywiście powinna polegać, czyli nauczaniem i wychowaniem młodzieży... ale pewnie to tak nie będzie...

Czy w związku z tym, że chcą nam skrócić urlop, skrócą również wakacje uczniom? Bo tak się składa, że nauczyciel ma mniej wolnego, niż uczeń, a podobno to my jesteśmy dla nich, a nie oni dla nas... Poza tym, większość moich kolegów i koleżanek z pracy w tym roku urlopu miała może ze dwa tygodnie zamiast przepisowych ośmiu i nie odbiorą sobie tego nigdy, bo po prostu nie ma takiej możliwości.

Póki co, ja właśnie wykorzystuję zaległy urlop, bo jedyną możliwością, by to zrobić, jest urodzenie dziecka przed wakacjami. Dla facetów niewykonalne :) W styczniu wracam do pracy i się zacznie polka, bo w tym roku w kwietniu jest czterdziestolecie istnienia naszej placówki, a przy okazji jest to ostatni rok obecnej kadencji naszego szefa, więc... się boję. Pociesza mnie jedynie to, że to już trwa, zespoły się potworzyły, gwiazdy wylansowały, a pomysły dały złapać, więc niejako przyjdę na gotowe, ale z tym moim szefem to nigdy nic nie wiadomo... a moje koleżanki też uważają, że skoro mam, bądź, co bądź, wykształcenie plastyczne, to jestem gościówa i nikt mi nie podskoczy...
...tyle, że ja jestem karmiąca matka... czy to jest okoliczność łagodząca, czy może dostanę po dupie z tego powodu?
...ale mój szef prorodzinny ponoć...
...



Mojemu króliczkowi 14 grudnia wyrżnął się pierwszy ząbek :) Poza tym zaczyna czworakować. Jeszcze co prawda nie umie skoordynować ruchów naprzemiennych, ale przemieszcza się i atakuje poduszki, miśki i takie tam, wydając bojowe okrzyki.

...a mój rycerz w zardzewiałej zbroi na kulawym koniu jeździ... ale to inna bajka.


Ja skończyłam, teraz ty skomentuj (0)